Błędy aż do końca. Manifest niedoskonałości
Każda rzecz, którą robisz, na początku jest trudna, ale z czasem staje się łatwa.
Niby oczywiste, ale zbyt łatwo o tym zapomnieć, zwłaszcza w świecie, w którym wszystko ma być zrobione doskonale już od razu. Nie ma miejsca na błędy, na naukę, na doskonalenie się. Media społecznościowe przesiąknięte propagandą sukcesu tylko dokręcają śrubę – spójrz, jak fantastyczne rzeczy robią ci wszyscy piękni ludzie, jacy są utalentowani, z jaką lekkością i radością im to przychodzi. Muszą mieć w sobie to coś, co wyróżnia ich z tłumu.
Między wierszami czytamy: niedoskonałości to wada, a skoro nie robisz czegoś doskonale, to ty też jesteś wadliwy.
Łatwo przyłapać się na myśli, że nigdy się im nie dorówna; w końcu skoro im się udaje bez wysiłku, a mnie z trudem udaje się osiągnąć co najwyżej mierny efekt, to ze mną musi być coś nie tak, a nie z tym, co oglądam. Dziesięć, sto, tysiąc takich przekazów później, sączących się do mózgu dzień po dniu, zaczyna podkopywać wiarę we własne siły.
Czego nie widać, to godziny spędzone na doskonaleniu warsztatu, wszystkie porażki i wątpliwości – niepopularna i brzydka prawda, kiedy liczy się tylko to, co pokażesz innym, efekt końcowy, bo tylko on zbierze najwięcej serduszek, kciuków w górę czy czegoś jeszcze innego.
Sztuczna inteligencja sprawia, że jeszcze trudniej skupić się z powrotem na fundamentach, na budowaniu zdolności, na powolnym, ale stabilnym rozwoju. Tak łatwo i bez wysiłku wygenerować, cóż, cokolwiek, poświęcisz na to najwyżej parę chwil! Wydajność, efektywność, oszczędność! Nie spocisz się, nie popełnisz błędu, a niechciane efekty nigdy nie będą zobowiązujące i nieodwracalne – wystarczy nowy prompt, ewentualnie jeszcze jeden i już. Mówisz, czego chcesz, a maszyna robi to za ciebie – szybko, łatwo, bez kłopotu; może i jakość nie jest wybitna, ale chodzi przede wszystkim o produkcję, nie o rzemiosło.
Tyle że właśnie rzemiosło jest nierozerwalną częścią wszystkiego co robimy. Łatwo uznać coś tak przyziemnego jak but czy klamka za niewarte większego namysłu – po prostu istnieją. A jednak świat traci na tym, kiedy rozdzielamy sztukę od rzemiosła, kiedy nie staramy się znaleźć piękna w codzienności i nadawać jej tego piękna we wszystkim, co robimy1. Sztuka wymaga warsztatu, ciągłego doskonalenia się – i błędów; rzemiosło wymaga celu innego niż samo zrobienie czegoś wystarczająco dobrze, żeby było tylko okej.
Jak to się stało, że najpierw oddaliśmy maszynom sztukę użytkową, a teraz zaczynamy też oddawać inne sfery? Kiedy plakat stał się czymś do wygenerowania na szybko, bo nie jest aż tak istotny jak zysk, podobnie jak książka? Dlaczego nie używamy już własnego rozumu do robienia researchu czy podejmowania decyzji, tylko delegujemy to na program? Ile jeszcze będziemy w stanie poświęcić na ołtarzu oszczędności i efektywności z rzeczy, które nigdy nie miały być mierzone w ten sposób i które codziennie pomagały nam stawać się choć odrobinę lepszymi ludźmi?
Tworzenie sztuki nie staje się bardziej przystępne dzięki sztucznej inteligencji; wygenerowany obrazek czy tekst nie jest twoim dziełem; nie rozwijasz się dzięki temu, że używasz generatorów – i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej, że sztuczna inteligencja to tylko narzędzie jak ołówek czy pędzel. Sztuka była przystępna od zawsze; żeby rysować, potrzebujesz czegoś, co zostawia ślad i jakiejś powierzchni, na której ten ślad powinien zostać, podobnie z pisaniem czy malowaniem.
Nic jednak nie jest z początku łatwe i nie ma takie być.
Z czasem i z praktyką nie tylko nabierasz wprawy, ale zaczynasz się też zmieniać. Z każdą pomyłką wiesz coraz lepiej, jak nie popełniać tych samych błędów. Kształcąc się, ucząc nowych technik i błądząc dowiadujesz się, którędy wiedzie droga, ale też którędy nie. Potknięcia pomagają nam zakreślić granice tego, co możliwe – ale też przekonać się, jak je przekroczyć. Jak mówił Brandon Sanderson – najważniejszym, co zmienia się podczas procesu twórczego, to człowiek, spod którego rąk coś wychodzi2.
Jesteś dziełem sztuki tak samo jak to, co tworzysz.
Sztuczna inteligencja nie daje miejsca na błędy, na kłótnie, na dyskusje. Powie ci zawsze to, co chcesz usłyszeć, włącznie z tym, że wszystko, co robisz, jest świetne – a to najgorsza trucizna, jaką może sobie zaaplikować artysta.
Ludzie stojący za sztuczną inteligencją chcą wmówić ci, że od teraz każdy może być artystą, że coś, co nigdy nie miało być łatwe i przyjemne (bo to przeszkody są esencją procesu), teraz takie może się stać. Odbierają ci możliwość potykania się, rozwoju artystycznego i osobistego, popełniania błędów – bycia człowiekiem. Sztuka nie staje się przez bardziej przystępna, przeciwnie: sztuczna inteligencja karmi cię iluzją, ale zabiera czas, który możesz poświęcić na naukę zamiast marnować go na pisanie promptów. Maszyna nie pomaga ci, robiąc rzeczy za ciebie, ale trzyma cię w tym samym miejscu.
Kiedy używasz sztucznej inteligencji, stajesz się gościem w procesie, w którym trzeba być gospodarzem; zleceniodawcą czegoś, co warto robić samodzielnie; obserwatorem procesu, który powinien cię wzbogacać i rozwijać.
Skończ z tym sztucznie inteligentnym farmazonem.
Popełniaj błędy, upadaj i się podnoś, przeżywaj chwile zwątpienia, rzucaj rzeczami o ścianę, wykłócaj się z innymi o swoje racje. To właśnie jest sztuka i to sprawia, że końcowy efekt ma znaczenie – droga, którą przebywasz, liczy się naprawdę, a nie to, co pokażesz na zdjęciu. Życie nie musi być efektywne ani zoptymalizowane – kiedy się plącze, a ty błądzisz, staje się najbardziej twoje.
Na podstawie tekstu The Lesser Arts Williama Morrisa↩
Na podstawie The Hidden Cost of AI Art↩