Gry fabularne poznałam na studiach, kiedy miałam dwadzieścia iks lat. Zaczynałam jako osoba grająca od systemów takich jak Pieśń lodu i ognia czy Diadem i od razu pozwoliłam się wciągnąć erpegom w ten świat - z początku po prostu dlatego, że miałam dzięki nim okazję do spotkania się z ludźmi (nie szło mi wtedy zbyt dobrze wcielanie się w postaci), ale z czasem zaczęłam dostrzegać kreatywne możliwości, jakie daje granie. Po jakimś czasie postawiłam swoje pierwsze kroki w roli Osoby Mistrzującej, przy czym od razu poszłam na całość i prowadziłam Honor i krew (czyli system, w którym w gruncie rzeczy wszyscy prowadzą narrację i nie da się przewidzieć, dokąd zaprowadzi nas sesja) oraz Beszamel (czyli grę o jedzeniu i śmieszkach). Łatwo nie było, ale od tamtego czasu jestem wieczną MG.
Czy mi to przeszkadza? Absolutnie nie, bo uwielbiam całe to zaplecze sesji, przygotowania, wymyślanie, a potem pozwalanie, żeby osoby grające to odkrywały (lub nie, ale to nie szkodzi). Pewnie dlatego dość płynnie przeszłam do tworzenia własnych gier fabularnych (na czym ucierpiała częstotliwość sesji; szewc bez butów chodzi).
W publikowaniu własnych rzeczy uwielbiam przede wszystkim to, że wymagają połączenia ognia i wody - ogromnej dozy wyobraźni z żelazną dyscypliną, chęci wciągnięcia w swój świat z nastawieniem na praktyczność i użyteczność. Nie twierdzę, że mi się to specjalnie często udaje; istnieje wręcz ryzyko, że pewnego dnia spojrzę na to, co zrobiłam, i uznam wzorem Grzegorza Markowskiego, że nie umiem nic. Na ten moment jednak daję z siebie wszystko i uczę się, czego tylko mogę. Gry fabularne to dla mnie fantastyczna forma ekspresji, dzięki której mogę zaprosić innych do tego, co dla mnie ważne, a potem obserwować, jak to zrozumieją. Daję coś z siebie ludziom, patrzę, z kim to rezonuje, i dowiaduję się potem czegoś o nich i o sobie. Między innymi dlatego wszystko, co publikuję, jest za darmo - bo chcę się porozumieć, a nie na tym zarobić.