Krótka odpowiedź: zero sztucznej inteligencji.
Długa odpowiedź: w niczym, co robię, nie używam sztucznej inteligencji. Nie przeczę, że może pomóc w dziedzinach, w których przetwarza się tak ogromne ilości danych, że każde wsparcie się przyda (zwłaszcza w medycynie). W swojej skali zwykłego człowieka widzę jednak, że AI to bardziej zagrożenie niż okazja:
- zagrożenie dla kreatywności, która wymaga popełniania błędów i ciągłej nauki, kiedy uznajemy, że "nie chcę się tego uczyć, po prostu chcę zrobić X jak najszybciej";
- zagrożenie dla kompetencji i wykształcenia, kiedy nie uczymy się używać narzędzi (np. procesorów tekstu) i zgłębiać procesów (np. pisanie tekstu, jego redakcja czy skład), ale oddajemy je w ręce botów, agentów czy czego tam jeszcze;
- zagrożenie dla wykształcania w sobie dyscypliny, kiedy oddajemy AI do zrobienia nudne i powtarzalne rzeczy, żeby móc zajmować się tylko tymi ciekawymi;
- zagrożenie dla duchowości, krytycznego myślenia i refleksji, kiedy odpowiedzialność za trudne decyzje zrzucamy na maszynę, bo samx boimy się je podejmować i narażać na konsekwencje.
Tak, uważam, że im dłużej używasz AI, tym większa szkoda dla twojego człowieczeństwa, które składasz na ołtarzu efektywności i produktywności.
Można się ze mną nie zgadzać, ale to jest coś, o co będę kruszyć kopię. W niczym, co robię, nie używam sztucznej inteligencji, bo wolę pójść dłuższą drogą, ale pozwolić się tej drodze zmienić i wzbogacić. To jest jednak moja ścieżka i nie oczekuję, że ktoś nią za mną podąży - ale jeśli tak, to witam.